Słońce wdzierało się do pokoju oświetlając moją bladą od zmęczenia twarz. Wzięłam głęboki wdech i wyciągnęłam się zrzucając z Siebie mój fioletowy szlafrok.
- Pakuj się szybciej młoda, bo Maciek i Tomek za chwilę będą po nas swoim samochodem.
- Jezu, spokojnie Dęba, nie muszę wcale brać tak dużo rzeczy na te 3 dni. Strój kąpielowy, dwa ręczniki, kosmetyki, spodenki, dwie koszulki....bluza....środek na komary...szorty do tenisa...krem z filtreeeeeem - wymieniałam pakując przed jego oczami wszystko do podręcznej sportowej torby. - 5 minut i jestem spakowana, tylko jeszcze szczoteczka, żel i krem do twarzy które muszę przecież jeszcze użyć hm?
Dęba stał oparty o framugę i przyglądał mi się strasznie gorliwie.
- Nie masz kaca? - spytał -
- Nie mam żadnego, nawet najmniejszego kaca.
- A moralnego? - spytał bez ogródek -
Uniosłam głowę i spojrzałam na niego wymownie.
- Uważasz że powinnam mieć?
Nie odpowiedział, tylko odwrócił się na pięcie i wymaszerował z mojego pokoju. Klapnęłam na łóżku i sięgnęłam po telefon komórkowy. Nie było od niego żadnej wiadomości, ale tym razem nie martwiłam się wcale. Wpadła mu wczoraj do morza i pewnie nie kupił sobie jeszcze nowej baterii. Wrzuciłam komórkę do torebki i poszłam do łazienki. Na twarzy miałam odciśniętą poduszkę, jednak uśmiechnęłam się radośnie do swojego odbicia. Nie starałam się nawet sama sobie wytłumaczyć o co mogło chodzić Dębie. Nie mógł wiedzieć nic o tym co się wczoraj stało. Swoje przemoczone ubrania i rozmazany makijaż wyjaśniłam tym, że po prostu dla zabawy wskoczyliśmy do wody, dobrze wiedziałam, że takie rzeczy nie były mojemu bratu obce, był bardziej walnięty niż ja więc nie wiedziałam co miał na myśli. Może chodziło to że zalana w rynsztok próbowałam wyłudzić od barmana darmowy kebab?
Związałam włosy w niechlujny kok, założyłam na nos moje czarne ray bany i zarzucając plecak na ramię zmaszerowałam pewnym krokiem na dół.
- Dobrze kochanie, zjedź coś, mam nadzieję że wzięłaś środek przed ugryzieniem i po ugryzieniu, bo komary strasznie uwielbiają Twoją słodką krew...
- A nie ma czegoś między ugryzieniami? - spytał tata, prawdopodobnie próbując być zabawnym. Posłałyśmy mu z mamą tylko krótkie znaczące spojrzenia -
- Nie tylko komary uwielbiają jej słodką krew - wtrącił mój brat pakując sobie do ust całą grzankę i zapijając kawą -
- Czy ty coś insynuujesz? - spytała mama dość kąśliwie -
- Nie, skąd - odpowiedział zadziwiająco przekonująco -
- Nie mówi się z pełnymi ustami - skwitowałam biorąc porządny łyk kawy -
Spoglądałam na niego ukradkiem starając się dociec, o co do diabła mu chodzi. Nie chciałam nawet o tym myśleć, jakikolwiek miał wobec mojej osoby problem, nic nie było w stanie zepsuć mi humoru. On zresztą zawsze miał problem, jak przeładowana hormonami kobieta w średnim wieku. Gdy schodziliśmy na dół po schodach a po klatce niósł się odór zdechłego psa, zauważyłam na zewnątrz czarnego Rolce Roysa. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to "O mój Boże, skąd oni do diabła się wzięli i skąd mają ten samochód?" jednak szybko została zastąpiona inną, o wiele bardziej zadziwiającą myślą. Była tak niepokojąca, że musiałam na chwilę przystanąć i to już na parterze. Gdy Dęba otworzył drzwi klatki, ujrzałam opartego o samochód Matiego popijającego colę z puszki. Serce nagle mocniej mi zabiło gdy Dęba się odwrócił i spojrzał na mnie wzrokiem w stylu "co tak stoisz jak totalna kretynka?".
Być może dlatego, że nią jestem.
100 % kretynki.
A więc o to mu chodziło? O Matiego. Ale......
- Siema - rzucił Mati, gdy stanęłam na przeciwko niego. Nie miałam innego wyboru. Dęba dość wyraźnie dał mi do zrozumienia, że ma wsiąść natychmiast do samochodu, a on stał niedaleko tylnych drzwi.
- Hej - uśmiechnęłam się dość sztucznie -
Odsunął się żebym mogła przejść a gdy próbowałam wykonać manewr wyminięcia między nim a lusterkiem samochodu stojącego obok niechcący musnęłam swoim ramieniem, jego ramię. Ciarki przeszły mnie od stóp do głów i poczułam niewyobrażalną ulgę, gdy wsiadłam do przyjemnie klimatyzowanego, niezwykle ekskluzywnego i pachnącego skórą Rolce Roisa.
- Witaj młoda - rzucił jeden z bliźniaków siedzący za kierownicą. Przeglądał się w przednim lusterku poprawiając spoczywające na jego nosie ciemne okulary.
- No siema siema - odparłam nie wiedząc dokładnie czy zwracam się do Maćka czy do Tomka.
Gdy się odwróciłam ujrzałam drzemiącą na tylnym siedzeniu Natalię. Mój szok nie miał granic. Co ona tu do diabła robiła
- Natalia? - rzuciłam jakby sama do Siebie -
- No Natalia, to takie dziwne? - odparł drugi z braci -
- Trochę....? - odparłam -
- Jesteśmy przecież parą od jakiegoś tygodnia - powiedział odwracając się w moją stronę -
Spojrzałam na Natalię. Była blada jak ściana i spała śliniąc się obficie. Jak mogłam nie wiedzieć? Jak mogła mi nie powiedzieć?
- Ale...jak to możliwe?
- No normalnie.
- Spotyka się jeden ludź i spotyka się drugi ludź a jak oboje się lubią, to jeden ludź z drugim ludziem zaczynają spędzać coraz więcej czasu aż w końcu jeden ludź nazwie to związkiem...
- Rozumiem - przerwałam mu - To Ty jesteś tym przystojnym brunetem o którym mi opowiadała? - spytałam -
- Właśnie -
Uśmiechnęłam się sama do Siebie i oparłam głowę o oparcie. W jednej chwili mój nastrój uległ jednak ponownej destrukcji gdy zaczęłam się zastanawiać nad tym, że skoro dwa miejsca z przodu są zajęte, to Dęba i Mati będą musieli usiąść ze mną z tyłu. A może pójdą piechotą? Albo....posiedzą sobie w bagażniku? Moje wszelkie nadzieje zostały rozwiane, gdy Mati z wielkim impetem otworzył drzwi i dał mi znak ręką, żebym się posunęła trochę w stronę Natalii. Wzięłam, głęboki wdech i bez najmniejszego sprzeciwu ruszyłam swój żałosny tyłek o dwa siedzenia w lewo. Jeden z bliźniaków puścił słodką muzykę pop a ja nie kontrolując własnych myśli nie próbowałam się nawet opierać narastającym uczuciom. Przez moją głowę przewijały się retrospekcje z wczorajszego dnia. Ta rozkosz, ta radość...niewyobrażalna euforia która była wprost nie do ogarnięcia. Nie potrafiłam nawet pokazać jaka szczęśliwa w głębi duszy byłam, gdyż widziałam odbicie Matiego w przednim lusterku, cały czas czułam jego zapach i słuchałam jego głosu tak zimnego i obojętnego, tych słów rzucanych w moją stronę jak brzytwy i nie kończących się aluzji. Wolałam zatem już nie wcinać się do rozmowy więcej i oparłam się o śpiącą jak kamień Sikorę. Musiała wczoraj ostro zabalować.
Nie potrafiłam jednak jechać w milczeniu, musiałam poprosić o otwarcie okna. Chłodny strumień powietrza wdarł się do samochodu i delikatnie zawiał mi w twarz, lecz wraz z nim do środka dostała się wielka osa, albo pszczoła. To wielkie bydle zrobiło takie zamieszanie, że aż musieliśmy się zatrzymać na poboczu.
- Weź tego potwora wypieprz stąd tą gazetą!!
- Ok wszyscy wysiadamy i otwieramy wszystkie okna i drzwi, może wyleci - zaproponował Mati - UWAŻAJ DO CHOLERY!! - krzyknął Tomek, gdy Dęba otwierał swoje drzwi od strony jezdni - To jebane czinkłoczento mogło odrąbać mi drzwi!
Dęba stał przez chwilę jak osłupiały. Wyglądał jak naćpany, jak odurzony potwornym gorącem w którym nawet asfalt zdawał się topić, a maska samochodu zdawała się płonąć.
- Jak zwykle, zawsze musisz coś spieprzyć - walnął jakby do Siebie -
- O czym Ty mówisz? - odparł Maciek -
- Jak to o czym? Gdybyśmy nie otwierali tego cholernego okna...
- Sugerujesz, że to moja wina? - zwróciłam się do niego -
- A czyja? - odparł od niechcenia ładując się z powrotem do samochodu. - wyleciała już.
- Możesz dać spokój? To nie jest niczyja wina, to tylko pszczoła! Wyleciała i po problemie. To nie była jej wina, więc przestańcie się kłócić - odparł Mati siadając na swoje poprzednie miejsce. -
- Ty to mówisz? - powiedział nad wyraz cicho -
Spuściłam głowę i resztę drogi siedziałam, udając że czytam Joy'a.
Gdy jechaliśmy jakąś leśną drogą, między wzniosłymi sosnami uśmiechnęłam się lekko. Było tutaj tak przyjemnie chłodno, tak cicho, tak niesamowicie spokojnie. Jednak, gdy dojechaliśmy na miejsce kurortu wypoczynkowego "Słoneczko" radosny pisk dzieci, zapach smażonej na grillu kiełbasy i starego oleju z frytkownicy zdawał się przejmować kontrolę nad pierwotnym zapachem lasu. Podążaliśmy za kierownikiem kurortu krętą ścieżką między uroczymi drewnianymi domkami letniskowymi i doszliśmy wreszcie na pole campingowe, na którym z daleka rozpoznałam już Adę i Oliwię, które usiłowały przymocować namiot do podłoża. Drobne rączki Oliwi nie były w stanie wbić gwoździ w nad wyraz suche, zasypana igłami i szyszkami podłoże.Pozostawiliśmy na razie Natalię śpiącą w zaparkowanym w cieniu samochodzie a kierownika kurortu odesłaliśmy z propozycją późniejszego załatwienia formalności.
- Mels! -
Leoś, Marcin, Michał , Krzysztof i Andrzej już dawno rozbili swój namiot i siedzieli na leżakach w strojach kąpielowych. Nie zdawali sobie nawet sprawy z mojej radości spowodowanej ich obecnością.
- Nie pomożecie im? Pff dżentelmeni - powiedziałam -
- Nakrzyczały na nas i powiedziały, że same sobie świetnie poradzą, więc nie chcieliśmy się za nadto narzucać! - odparł Krzysztof -
- Tak, no tak, to takie oczywiste - odparłam -
Tomek I Mati w mig zabrali się do rozkładania swojego namiotu, ja podążyłam w kierunku dziewczyn by pomóc przy naszym, trzy-osobowym namiocie.
- A gdzie Konrad? - spytałam nieco niepewnie. Kąciki moich ust wygięły się w nienaturalnym uśmiechu -
- Emmm z tego co mówili chłopacy miał coś do załatwienia i powiedział że dojedzie nieco później na własną rękę. Nie mam pojęcia jak on chce dojechać czymkolwiek sam na to cholerne zadupie.
- Ostróda to wcale nie takie zadupie - powiedziała Oli.
- No na pewno - odparłam z udawaną obojętnością -
- I namiot fertig !! - powiedziała Oli -
- Wygląda cudownie - odparł Andrzej -
- Wylałyśmy pot, krew i łzy w to żeby .... stał jak stoi. - powiedziała Ada -
Chłopacy zaśmiali się teatralnie. Poczęłam rozglądać się po całym kurorcie, zwracając szczególną uwagę na zatłoczone przez dzieci, stare dziadki z obwisłymi brzuchami i cyckami i matki goniące swoje pociechy, kąpielisko. Niedaleko mostu ujrzałam Matiego który wychodzi z wody. Otrzepał rękoma włosy i począł iść w moim kierunku. Zdębiałam absolutnie gdy stanął zaraz na przeciwko oddychając ciężko.Krople wody kapały mi z nosa i włosów na moje nogi. Uśmiechnął się szeroko wytrzeszczając rządek idealnie białych ząbków. Jego oczy z barwy szarej zmieniły się w pastelowo niebieskie.
- Idziesz ze mną?