Świat się kręcił jak w pralce na funkcji "wirowanie". Siedziałam przy barze i ostentacyjnie flirtowałam z Matim, obserwując kątem oka zachowanie Konrada. Schlebiało mi strasznie, że jego twarz wyrażała niezaprzeczalną zazdrość. Moja pomyłka i złe zrozumienie całej zaistniałej jakieś dwie godziny temu sytuacji wyszła mi na dobre. Ona nie była jego dziewczyną, była tylko jego słodką kuzynką. Cóż niech uprawiają zatem nierząd i kazirodztwo. Odurzona przesłodką wonią malinowego soku do piwa i morską solą starałam sie wyprzeć z wyobraźni jakąkolwiek chęć na zrobienie czegoś wykraczającego za prawo. Ujrzałam przed sobą pusty stół nie zastawiony przez żadne kubki po piwie. Serce zaczęło mi walić napędzane potężną dawką adrenaliny i promilami. Uśmiechnęłam się porozumiewawczo do Matiego i odszukałam w najbliższym tłumie moją przyjaciółkę Natalię i pociągnęłam ją za rękaw bawełnianej, błękitnej sukienki. Wskoczyłam na ławkę a następnie na pusty stół. Zachwiałam się niebezpiecznie, jednak Natalia zanosząc się od śmiechu podtrzymała mnie od tyłu rękoma. Szturnęłam ją zachęcająco biodrem a powietrze przecięły słodkie arabskie rytmy arasha. Zaczęłam rytmicznie poruszać całym ciałem ponętnie zwracając swoją posturę w kierunku Matiego, który wraz z moim bratem i dwoma bliźniaczymi brunetami podszedł do stołu. Dęba zaczął klaskać i chyba pierwszy raz w życiu odczułam między nami pewną rodzinną więź o ile coś takiego mogło w ogóle między nami egzystować.
- To jest moja siostra, nie dotykać! - powiedział do jakiegoś krótko obciętego, wysokiego chłopaka.
- To jest Leoś, Dęba - próbowała przekrzyczeć muzykę -
Uśmiechnęłam się do niego szeroko i z przerażeniem zauważyłam że Konrad, pewnym aczkolwiek lekko chwiejnym krokiem zmierza w naszym kierunku. Poczułam jak wydzielany w moim organiźmie w z byt dużych ilościach estrogen paraliżuje dolną, rozrodczą część mojego ciała. Ciarki przeszły mnie od góry do dołu, gdy nagle znalazł się obok mnie na drewnianym stole. Poczułam tak dobrze mi znany, intensywnie słodki zapach. Jego oddech przypominający opary z gorzelni muskał delikatnie moją szyję. Na lekko odsłoniętych biodrach poczułam jego ciepłe i mokre dłonie. Rozchyliłam usta i łamiąc wszelkie prawa fizyczne, jogi czy też kamasutry tańczyliśmy na stole. Wszystkich oczy zwrócone były na nas, wszystkich myśli sprowadzały się do nas, jednak niczyja świadomość, moja tym bardziej nie była w stanie wychwycić czy to wszystko co się działo, miało na prawdę miejsce. Wdech, wydech, wdech wydech. Nie potrafiłam opanować tak prostej fizjologicznej czynności. Podniecenie, pożądanie, uczucie niedosytu, wciąż wzmagające wewnętrzne napięcie nie dawały mi żyć. Odwróciłam się do niego przodem i spojrzałam w jego opanowane, ogniste spojrzenie. Byłam bliska omdlenia, nogi się pode mną ugięły jednak nie upadłam kolanami na stół. Konrad pomógł mi zejść z stołu i przeciskając się przez tłum, wyprowadził mnie na zewnątrz dusznego pomieszczenia.
- Już wszystko w porządku? - wzięłam głęboki wdech, czystego, lekko chłodnego powietrza.
- Tak, w jak najlepszym - odparłam od razu -
Słyszałam, dokładnie słyszałam jak bije jego serce.
- Może się przejdziemy, żebyś się dotleniła?
Spojrzałam na niego i nie byłam w stanie nic powiedzieć. Po prostu się w niego wpatrywałam, jak w święty obrazek. I nagle się stało. Poczułam jego ciepłe usta na swoich. Położyłam się całkowicie na piasku, a jego ciało szczelnie przyległo do mojego. Całowałam go tak gorliwie, że nie byłam nawet w stanie złapać oddechu. W jednej chwili dźwignął mnie z piasku. Ciągnął mnie za sobą, co chwila całując w kierunku ciemnej otchłani plaży. Gdy tak dreptałam za nim, nie orientując się zupełnie w czasie i przestrzeni nie zauważyłam nawet kiedy stałam w ciepłej Bałtyckiej wodzie aż do kolan. Jego lekko zmoczona koszula przykleiła się do jego idealnego opalonego ciała. Zaczęłam powoli rozpinać guzik za guzikiem patrząc mu głęboko w oczy. Przejechałam wilgotną dłonią po jego nagim torsie. Wplotłam palce w jego zmierzwione kręcone włosy i pozwoliłam mu badać moje nagie muskane przez delikatne fale spokojnego, chłodnego morza. Pamiętam jedynie niezdatną do opisania rozkosz. Jak dwa połączone w akcie oddania samotne żaglowce dryfowaliśmy po morzu. A mówią, że pływanie po pijaku jest .... niebezpieczne. Nie wiedziałam wtedy nawet, jak bardzo.
Melanie Klamann "12 miesięcy"
Siedzę skulona na ławce zielonej w parku, w grudniowy wieczór
Samotnie spoglądam na biały nieskazitelny śnieg, na cudowny puch.
Nie stać mnie na mrugnięcie oka, na jakikolwiek ruch.
Całe życie bym tak przesiedziała, wpatrzona w ludzkie szczęście.
Które egzystowało i kiełkowało dosłownie wszędzie.
Zapamiętałabym życie przez pryzmat ludzkiego do idealności dążenia.
Być może czasem bym powiedziała „dzień dobry” tak od niechcenia.
Jak automat uśmiechałabym się do duszy ludzkich pełnych sztuczności
Karmiących się kłamstwami, błędnym rozumieniem miłości
Wtedy nastałaby wiosna, ciepło spowiłoby wszystko wokoło
Kwiaty by zakwitły, drzewa obrodziły, ptaków śpiew brzmiałby tak wesoło
A ludzie znów obdarowywali mnie sztucznymi gestami życzliwości
W marzeniach obłudnych, pod wpływem ludzkiej chciwości
Obojętnie zmierzaliby do własnego świata, pozostawiając mnie samotnie.
W kwietniowe słoneczne popołudnie, które po zimie smakowało tak rozkosznie.
Zrobiło się tak przyjemnie ciepło, wraz z cieniem drzew na zielonej ławce
Przyglądałabym się pięknie życia, oraz słońcu, jego życiodajnej matce
Jak spowija swoje płodne dzieci w naturalnym swoim blasku
Na naturę, opiewaną śpiewem skowronków, nie potrzebujących poklasku
I znów na rozgoryczonych egoistycznych ludzi, mojego gatunku
zupełnie nie przypominających ludzi wolnych, z Bożego stworzenia malunku.
Potem w zachwycające jesiennie wieczory w ciepłej czerwieni tonacji i złocie
w zniecierpliwieniu marzyłabym o rezygnacji, poddaniu się, do domu powrocie
I znów nastałaby zima, a ja wciąż w parku na tej zielonej ławce
W końcu podszedł do mnie młody uśmiechnięty mężczyzna z gitarą.
Spytałby czy nie potrzeba mi towarzystwa, z sercem i wiarą
Zagrałby piosenkę o wolności i pięknie ludzkich uczuć, głównie miłości.
Wtedy wstałabym z ławki i wróciła do swojego domu na obrzeżach
Myślałabym o tym chłopaku co mnie uwolnił i tonęłabym w marzeniach.
Samotnie spoglądam na biały nieskazitelny śnieg, na cudowny puch.
Nie stać mnie na mrugnięcie oka, na jakikolwiek ruch.
Całe życie bym tak przesiedziała, wpatrzona w ludzkie szczęście.
Które egzystowało i kiełkowało dosłownie wszędzie.
Zapamiętałabym życie przez pryzmat ludzkiego do idealności dążenia.
Być może czasem bym powiedziała „dzień dobry” tak od niechcenia.
Jak automat uśmiechałabym się do duszy ludzkich pełnych sztuczności
Karmiących się kłamstwami, błędnym rozumieniem miłości
Wtedy nastałaby wiosna, ciepło spowiłoby wszystko wokoło
Kwiaty by zakwitły, drzewa obrodziły, ptaków śpiew brzmiałby tak wesoło
A ludzie znów obdarowywali mnie sztucznymi gestami życzliwości
W marzeniach obłudnych, pod wpływem ludzkiej chciwości
Obojętnie zmierzaliby do własnego świata, pozostawiając mnie samotnie.
W kwietniowe słoneczne popołudnie, które po zimie smakowało tak rozkosznie.
Zrobiło się tak przyjemnie ciepło, wraz z cieniem drzew na zielonej ławce
Przyglądałabym się pięknie życia, oraz słońcu, jego życiodajnej matce
Jak spowija swoje płodne dzieci w naturalnym swoim blasku
Na naturę, opiewaną śpiewem skowronków, nie potrzebujących poklasku
I znów na rozgoryczonych egoistycznych ludzi, mojego gatunku
zupełnie nie przypominających ludzi wolnych, z Bożego stworzenia malunku.
Potem w zachwycające jesiennie wieczory w ciepłej czerwieni tonacji i złocie
w zniecierpliwieniu marzyłabym o rezygnacji, poddaniu się, do domu powrocie
I znów nastałaby zima, a ja wciąż w parku na tej zielonej ławce
W końcu podszedł do mnie młody uśmiechnięty mężczyzna z gitarą.
Spytałby czy nie potrzeba mi towarzystwa, z sercem i wiarą
Zagrałby piosenkę o wolności i pięknie ludzkich uczuć, głównie miłości.
Wtedy wstałabym z ławki i wróciła do swojego domu na obrzeżach
Myślałabym o tym chłopaku co mnie uwolnił i tonęłabym w marzeniach.
ta czesc oddzialuje na ludzkie zmysly jak nic innego!!! to niesamowite móc myslec, czuć, zachowywać się jak postacie opisane w Twojej historii... jednym słowem niesamowita opowieść! czekam na dalsze czesci z niecierpliwością ;)
OdpowiedzUsuń